Loader
Podsumowanie 2019
705
post-template-default,single,single-post,postid-705,single-format-standard,bridge-core-1.0.6,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-18.2,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive

Podsumowanie 2019

Cały rok startowo skupiłem się na wyzwaniu, które sobie postawiłem początkiem roku. Miałem ukończyć 12 biegów min 100 kilometrowych w 12 miesięcy i średnio licząc udało się, aczkolwiek jest jeden bieg, który przerwała mi kontuzja i do niego wracam w 2020 roku. W ramach rekompensaty dołożyłem jeszcze 73 kilometry BUT-a i 81 Lementu Świętokrzyskiego. Razem w 14 startach pokonałem 1440,29 kilometra i 56483 metrów pionu w 261 godzin 49 minut i 52 sekundy. Co za dokładność, aż sam się boję. Podczas wyzwania zbierałem pieniążki dla dzieciaków z UKS Ruch Chorzów i udało nam się uzbierać ponad 3 tysiące złotych co zasili sprzętowo dzieciaki. Cały rok do dzisiaj to w sumie 2362 kilometry w biegu i 366 na rowerze górskim. Rok przepracowany bardzo intensywnie, co odbiło się na moich stawach i mięśniach, ale przyszły rok regenerujemy – oczywiście aktywnie – i wzmacniamy się na siłowni. Niesamowitą przygodą dla mnie były wszystkie starty, ale są takie, które zapadły mi głęboko w pamięci i ujęły mocniej za serce, ale o tym pisałem w poszczególnych relacjach. Ze wszystkich zaplanowanych dystansów 3 zostały zmienione w tym jeden nie ukończony, o czym już wspominałem. Dwa pozostałe to DFBG240, gdzie spora ilość asfaltu zmasakrowała moje pięty i postanowiłem zakończyć na 130 kilometrze jako sklasyfikowany, oraz Ultaramaraton Magurski, gdzie limit czasowy mógł mnie wyautować i postanowiłem na spokojnie ukończyć dystans 67 kilometrów. Na 240-stke jeszcze wrócę, bogatszy o doświadczenie i uzbrojony w odpowiednie buty, stosowne do tej trasy 😉

Cóż mogę powiedzieć na koniec takiego szaleństwa? Jak już niektórym wiadomo, mój plan był prosty, choć najpierw wyszukałem biegi, zapisałem się i opłaciłem starty a dopiero na koniec zrobiłem listę i zobaczyłem jak gęsto mam poszczególne starty. Szaleństwem jest startowanie 3 biegów górskich po ponad 100 kilometrów z przewyższeniami powyżej 4000 metrów każdy w odstępie 7 dni między startami. Szalone, ale jak już mi wiadomo nie jest to niewykonalne 😉 Oczywiście moja strategia startów nie przewidywała w żadnym wypadku biegów na czas i miejsce na podium a raczej na pokonanie dystansu w wyznaczonym przez organizatora limicie. Zdaję sobie sprawę, że próbując osiągnąć lepsze wyniki, organizm mógłby się zbuntować i nie wytrzymać takiego tempa. Kilka dni regeneracji to nic, ale głowa pracowała dobrze i pozwalała na kolejne starty. Po Łemkowynie, mając dużo czasu zauważyłem, że organizm jakby dłużej się „odradzał” – czyli wiedząc, że zrobiłem co chciałem regenerował się wolniej i kilka dni dłużej czułem zmęczenie, co wyszło w brutalny sposób podczas testów na AWF, na pierwszym zjeździe. Poczułem się jak jakieś chuchro bez sił i ogarnęła mnie trwoga. Ten stan trwał do wtorku, bo udało mi się znaleźć na to sposób i o swoje dobre przygotowanie postanowiłem zadbać z trenerem, który będzie widział moje błędy, niewidoczne dla mnie. Rok 2020 to rok odpoczynku i nauki, a tej drugiej czeka mnie sporo. W planach ukończenie studiów podyplomowych na AWF, gdzie dla samych zaliczeń konieczne są dodatkowe treningi oraz 4 biegów, jeżeli uda mi się na nie zapisać. Wszystkie starty w przyszłym roku raczej będą testem psychiki i wytrzymałości aniżeli szybkości. Zamierzam wystartować i ukończyć trzy najdłuższe biegi w Polsce, czyli Kreta 377km, Buta 320km, DFBG 240km i przerwanego Rzeźnika Ultra. Mam nadzieję, że zostanę do tych startów dopuszczony, nie będzie mi to kolidowało z uczelnią i że dam radę ukończyć je w limitach czasowych. Plany trzeba mieć, a życie zweryfikuje co będzie możliwe 😉

Na koniec chciałbym wyrazy podziękowania złożyć na ręce mojej rodziny, Żony i Dzieci, którzy dzielnie znosili moje fanaberie i często po biegu jęki bólu przez całą noc. Ultra to nie tylko radość na starcie i mecie, to właśnie często ból, cierpienie i łzy. To ogromna walka z samym sobą, walka, która toczy się nie tylko tuptaniem po szlaku ale toczy się w głowie! Niejednokrotnie przychodziły mi chwile zwątpienia, załamania i kryzysy więc chyba wiem co mówię. Wiem ile przekleństw poleciało na wszystkich (głównie organizatorów za taką a nie inna trasę) za co gorąco przepraszam 😉 Wiem ile czasu poświęciłem na to, żeby umieć się zabezpieczyć przed odczuwaniem bólu, bo uniknąć się go na ultra nie da – musi boleć 😉

Na koniec troszkę się pochwalę. Podczas tego intensywnego roku zapracowałem i zdobyłem Złotą klamrę Ultra Challenge of Poland na trzecim miejscu wśród mężczyzn a open na czwartym. Całość rywalizacji organizowana byłe przez biegigórkie.pl jako dodatek do ligi. Jest moc 😉

Brak komentarzy

Skomentuj artykuł