V Ultramaraton Magurski 2019

V Ultramaraton Magurski 2019

 

V Ultramaraton Magurski

Krempna, miejscowość, która przypomniała mi o zabawie w dzieciństwie na ulicy, gdzie ruch odbywał się kilka razy za dnia 😉 Na zawody dojechaliśmy w piątek po dwudniowym postoju w Białce Tatrzańskiej. Pakiet startowy odebrałem bez żadnych komplikacji, sprawnie i szybko, bez zbędnych pytań. Cały tydzień nastawiałem głowę na 100km i taki też miałem plan, ale z alternatywą, a raczej z założeniami czasowymi. Postanowiłem, że jeżeli na punkt 50km dobiegnę w max 6 godzin 15 minut to setka, a jeżeli nie to 65 km. Już w piątek biegacze pokonywali swoje ograniczenia na dystansie 12km podczas Biegu na Wysokie. Nasz start zaplanowany na godzinę 5:00 w sobotę. Piszę nasz ponieważ do wyboru są dwa dystanse, 65 km i setka, gdzie decyzję podejmuje się na punkcie kontrolnym w Ożennej. Limity czasu są na całej trasie 100km bardzo ciasne, jak na moje możliwości, ale jak wyżej napisałem decyzję podejmowałem na 50 km.

Sobotni start i spotkanie z kilkoma znajomymi, szalonymi Ultrasami. Chwile podekscytowania i ładowania zakończył sygnał do startu. Kilkaset metrów asfaltem i dajemy w teren. Trasa przez cały czas prowadzi nas bo bajecznych dróżkach leśnych, rzadko wpadających w asfalt. Trudno jest mi opisywać, co było po drodze, bo ciągle w głowie miałem presję czasu. Limity dobijały moją głowę i skupiłem się na pilnowaniu czasu.

Na pierwszym punkcie żywieniowo-kontronym Pod Ostryszem mam 10 minut straty do założonego. Nie jest dobrze, ale nie ma tragedii. Szybkie uzupełnienie płynów, kilka owoców i w drogę, bo czas leci. Do kolejnego punktu mamy ok 16 km i założyłem, że mam tam być do dzieiątej i już teraz plus dziesięć minut. Trasa nadal jak na moje możliwości fajna i mocno biegowa. Mało stromych podejść co pozwala mi na w miarę dobre tempo, ale co za tym idzie mało też szybkich zbiegów, na których lubię nadrabiać czas. Odcinek zajął mi ok 2 godzin i 10 minut, co zwiększa moją stratę czasowa do dwudziestu minut. Przy moich założeniach kolejny punkt opuszczam dosyć szybko łapiąc co nieco na ząb i uzupełniając wodę. Cisnę do Ożennej i już pali mi się mój plan. Próbuję nadrobić straty, ale niestety nie udało się.

Na punk Ożenna wpadam po ok 6 i pół godzinach biegu. Straszny mętlik w głowie, co dalej. Zegar tyka i mam coraz mniej czasu na decyzję. Troszkę przeraził mnie punkt na 83 kilometrze. Na pięć minut przed czasem zdecydowałem, że pobiegnę krótszy dystans. No cóż, lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu. Mogłem na każdym z kolejnych odcinków spóźnić się minutę na punkt i załapał bym DNF i co za tym idzie zero kasy dla dzieciaków z UKS Ruch Chorzów ( #ultrawyzwaniebiegowe ).

Ukończyłem krótszy dystans, czyli wg mojego zegarka 66,800 km z pionami 1857m w czasie 9:10:10 co dało średnie tempo 8,14 na kilometr. Na mecie oprócz ekipy organizatora czekała na mnie już ekipa powitalna w osobach Adama i Usi za co jestem im wdzięczny. Jestem mega zadowolony i z tempa i z decyzji, tym bardziej, że za czternaście dni Janosik Legenda 😉

Podsumowując, bieg zaliczam do udanych i świetnie zorganizowanych zarówno pod względem tras ale i punktów na trasie. Faktem ujemnym jest problem z noclegami w okolicach Krempnej, a co za tym idzie daleki dojazd na start. Owszem, organizator zadbał o noclegi w sali gimnastycznej, ale jadąc z rodziną trochę lipa 🙁 Na trasie biegu testowałem też nowe buty. Zmieniłem producenta i budowę buta. Zerowy drop i zwiększona amortyzacja dały radę na tyle, że mogę powiedzieć z czystym sumieniem, iż nie czułem w nogach przebiegniętego dystansu. Bieg polecam wszystkim, którzy chcą się zmierzyć z dystansem 65+ bo jest mega biegowy, nawet dla amatorów takich jak ja.

Oczywiście, wielkie podziękowania dla Organizatorów i Wolontariuszy, za tę bardzo ciężką, czasem niewdzięczną ale jakże potrzebną robotę. Do zobaczenia na trasie 😉 .

No Comments

Post A Comment